Dawidek Spałek

Witam, mam na imię Dawidek, urodziłem się 24 maja 2012r w Rudzie Śląskiej.
Trochę za wcześnie,bo w 22 tygodniu ciąży,ważyłem tylko 450g...
Chciałbym Wam pokazać tutaj moją walkę, mamusi i tatusia :) jak poznawałem i poznaje świat :)
To nie jest miejsce gdzie przeczytacie tylko o rehabilitacji, leczeniu, cierpieniu, ale o miłości mimo wszystko :)
Bo my w trójeczkę bardzo się kochamy :)

Szukaj na tym blogu

Popularne

Łączna liczba wyświetleń

24.05.2012.-05.02.2013. W szpitalku

19.09.2013
Witam wszystkich :* chciałbym tak trochę, w skrócie przybliżyć Wam moje początki,moje i moich kochanych rodziców :)
Jak już wiecie urodziłem się o duuuużo za wcześnie,bo w 22 tygodniu i ważyłem tylko 450g, a potem moja waga spadła nawet do ok 300g ....ale okruszek byłem ;)
Nasze początki były bardzo trudne z kilku powodów...
Wiadomo, ja tam się nie spieszyłem aż tak bardzo na ten świat,ciekawski nie jestem ;) ale nie tak to wszystko planowaliśmy...
Na początku nie wiedzieliśmy nic, co się dzieje, te wszystkie aparatury wokoło... wujkowie i ciocie mówili,że jest źle,bardzo źle i tak w kółko:/ Mamusia była ze mną w szpitalku non stop ponad 3 miesiące i dawała mi swoje mleczko i wiem, że to mleczko bardzo mi pomogło :) Tatuś przychodził w każdej wolnej chwili i tak zaczęła się nasze życie w trójeczkę...
Całą moją historię w skrócie możecie przeczytać w O MNIE, tutaj chciałem Wam pokazać też jak wyglądałem i na podstawie moich fotek pokazać jak to było ;)

Widzicie jaki byłem malutki? właśnie tutaj ważyłem ok 300g ,mamusia z tatusiem jak przychodzili do mnie, to mieli mokre oczka,a ja sobie słodko spałem,bo mówili,żebym nabierał sił ;) a ja grzeczny jestem :)
Widzicie moją pierwszą maskotkę? To Pan Gazik (7cm) ,tak lubiłem się do niego tulić,że ciocie w fartuszkach często mi go dawały ;)








08.06.2012.-mój pierwszy zabieg, zamknięcię przewodu Botalla na serduszku,przyjechał do mnie wujek i ciocia w fartuszku z innego szpitalka,bo pewnie kiepsko bym zniósł podróż... nawet nie jechałem windą na salę operacyjną,żeby ciśnienie mi nie zaszkodziło, dlatego wszyscy zadecydowali, że spróbują mi pomóc w moim szklanym domku, takim specjalny, wiecie ;) żyrafka się nazywa :D
No i mimo,że wszyscy mieli dużo strachu,udało się :)





Na kolejnych fotkach widzicie jak miałem co jakiś czas ściągany taki płyn z główki,żeby tak czasem nie urosła mi za bardzo... ale ciocie i wujkowie w fartuszkach tego pilnowali,więc spokojna głowa ;)
Po jakimś miesiącu od urodzenia wujek profesor pozwolił nam po raz pierwszy zrobić tuli tuli :) to się nazywa kangurowanie,wiecie ? ;) no nareszcie wtuliłem się do mamuni... :) a byłem taki malusi,ważyłem ok 600g :)










Pewnego dnia ciocia w fartuszku, chyba chciała mi wynagrodzić wszystkie moje przykre "przygody" i wystroiła mnie do spania :) no tak to ja mogłem się zaprezentować do zdjęcia ;) Bo jak wiecie wcześniej bardzo mocno walczyłem z jakąś posocznicą... to chyba sepsa, ale o tym opowiadałem już w O MNIE..
No i jak tak się wystroiłem, to mamusia pobiegła po taka lufę, no i się zaczęło, co trwa do dzisiaj ;) ale ja tam nie narzekam :) wiem, że mamusia lubi mi robić pstryk, pstryk ;)




Na początku września musiałem pojechać do takiego dużego szpitalka, do Katowic,na dwa zabiegi,laser oczek i założenie zbiorniczka Rickhama,co by nie musieli już mnie kłuć przez skórkę w główce :/
Ciężko przeszedłem te zabiegi,ale na szczęście mamusia i tatuś byli, choć niestety to tatusia nie chcieli wpuszczać codziennie,bo wpuszczali tylko mamusie... raz to nawet tatunio mnie nie poznał :) hihihi.... tak się zmieniłem ;)





W październiku wróciłem do mojego szpitalka w Rudzie Śląskiej, uwierzycie, że tam udało mi się z maseczki (ncpap) zejść na wąsiki z  tlenikiem :)
ojjj mamusia z tatusiem byli bardzo dumni ze mnie :) ważyłem około 2500g ;)
Mówili na mnie smerfik :) ciekawe dlaczego...











W listopadzie szykowałem się do wyjścia do domku, ale musiałem najpierw przygotować się ...
W dużym szpitalku w Katowicach najpierw standardowo na intensywnej terapii, tam miałem dwa zabiegi (09.11.2012.), zakładaną taką zastawkę w główce i gastrostomie (jejuuu jaki ja mądry jestem ;) ),to wszystko po to, żebym mógł wrócić do domku...
Zastawkę założyli mi, żeby mamusia i tatuś nie nakłuwali mi główki, a tatuś jak to większość facetów (ja nie :D) może mdleje na widok igieł, śmiesz
nie by było ;) 
Ale tak serio to cały czas ciocie karmiły mnie przez rureczkę w buzi (sondę) ale, że miałbym pojechać (W KOŃCU!!!!) do domku, to wujek i ciocie powiedzieli, że dla mamusi, tatusia no i dla mnie będzie bezpieczniej, jak założą mi taką rurkę w brzuszku, bo przez tą w buzi mógłbym się zakrztusić i nie oddychać... straszne :(
A że jestem jeszcze malutki, nie potrafię dobrze jeść przez smoczek, podobno mam słaby odruch ssania...ale będę się uczył :) 
Mamusia i tatuś mi pomogą i pewnie jakaś ciocia neurologopeda:)
Obiecuję, że będę ćwiczył, to może wyciągną mi kiedyś tą rureczkę z brzuszka, bo to nawet wystroić się nie można do porządku
;)
Zabiegi udały się, a tu sobie odpoczywam po nich... ;)
Mamusia mówi na mnie Pulpecik ;)





Po zabiegach wujek w fartuszku, awansował mnie i prawie po pół roku na intensywnej terapii posłał mnie i mamusie na oddział pediatrii (14.11.2012r.), żebyśmy nauczyli się jak mamy się sobą zajmować... odsysać, podawać jedzonko przez rureczkę... i takie tam ;)
Mamy taki osobny pokoik i spędzamy ze sobą dzień i noc :)
Szkoda, że nie w domku, ale od czegoś trzeba zacząć ;) Tatuś oczywiście do nas też przyjeżdża, jest dostawcą pieluszek i innych fajnych rzeczy;) Mamusia potrafi już mnie nakarmić, musi nauczyć się jeszcze paru rzeczy, ja muszę pokazać ciociom i wujkom w fartuszkach, że jestem gotowy do wyjścia i fruuuu do domku :) :) :)
W czwartek miałem trochę gorszy dzień gorzej mi się oddychało, nawet byli ciocie i wujkowie z intensywnej terapii... poznałem, że to oni :/ ale teraz staram się jak mogę :)
Tam też jak leżałem dostałem mojego kochanego, oddanego przyjaciela Pana Tygryska :) z okazji mojego pół Roczku 24.11.2012., wiecie? ;)












29.11.2012.-Jestem z mamusia nadal w dużym szpitalku i jak Bozia da to wyjdziemy z mamusią w przyszłym tygodniu do domku !!!  :) :) :) Wyobrażacie to sobie?? :) Już tyle się nasłuchałem jak w domku jest fajnie, że nie mogę się doczekać ;)
Tutaj z mamusią jesteśmy ze sobą non stop... mamusia nie wychodzi z pokoiku często, żeby nie złapać czegoś złego, czym mógłbym się zarazić... i tak s
obie siedzimy :) Tatuś nas rzecz jasna odwiedza codziennie ;)
Nawet babcia Krysia, babcia Basia i dziadziuś Romek byli u mnie... fajnie mieć taką rodzinkę, a to podobno nie wszyscy... podobno więcej niż mam paluszków, wiec na prawdę dużo ;) 
Ciocie w fartuszkach też przychodzą do mnie codziennie, witają się ze mną, badają, pobierają krewkę... Pytają jak się czuję, ale na razie mamusia odpowiada, bo ja nie potrafię ;)
Jakiś tydzień temu ciocie w fartuszkach powiedziały, że muszę zjeść barszczyk czerwony, bo czegoś brakowało w mojej krewce...no to dostałem dawkę ;),       a później mówili na mnie Apacz.. i teraz nie wiem czy żartowali sobie ze mnie ;)czy jak to mamusia mówi,wszystko z miłości :) Ale ja to sobie wszystko kiedyś sprawdzę ;)
Miałem dwie wycieczki na badanie USG serduszka, główki i brzuszka...
Trochę mnie to nerwów kosztowało, chyba mam jakieś przykre wspomnienia z wycieczek, nie pamiętam...
Niestety najgorzej wyszły badania główki :( serduszko i brzuszek całkiem nieźle jak na mnie ...  Ale jak to mamusia i tatuś mówią życie pokaże  :) a ja kocham ich bardzo ;) :*
Teraz odliczamy dni do wyjścia mam mieć jeszcze "na do widzenia" taką specjalną szczepionkę (Synagis), dla takich herosów jak ja, na tzw. odporność, której podobno nie mam nic a nic :(
Jak wrócimy do domku to nie pójdę tak szybko na spacerek, na zakupki z mamusią, będę zbierał siły w domku ;)  A jak ciocie i wujkowie w fartuszkach pozwolą to zrobimy znowu kolejny krok do przodu  :)
Aha, chciałem podziękować wszystkim ciociom i wujkom, którzy piszą na mojej stronce miłe słowa, chęć pomocy, widzę jak mamusia uśmiecha się i ja też jestem szczęśliwy :)
Odezwę się znowu, może już z domku :)))) Buziaki dla wszystkich
:*




01.12.2012.-Tym razem musze napisać gorsze wieści..
Z piątku na sobotę, około 2giej w nocy obudziłem mamusię alarmem...
Straaasznie się śliniłem i było mi o wiele ciężej oddychać :(
Ciocie i wujkowie w fartuszkach próbowali dawać mi jakieś leki, odsysali tą moja ślinkę, ale to zbytnio nic nie dawało :(
Przyszły ciocie w fartuszkach z intensywnej terapii i próbowali coś zaradzić... Ściągnęli mi tą ślinkę co była głęboko, głęboko...i czekali jak będę sobie radził... Ale powiem Wam, że ja tą nocą i dniem tak się zmęczyłem, że nie dałem rady tego udźwignąć, jednak malutki jeszcze jestem :(

I ciocie z wujkami zadecydowali, że będę musiał wrócić na intensywną terapię, bo tam będą mogli się mną lepiej zająć...
Przyjechali po mnie, mamusia jak to ona popłakała się :( nie chciałem, żeby było jej smutno... :(
Tam niestety mnie zaintubowali, czyli włożyli rureczkę do noska, taką z respiratora. Może odpocznę trochę, zbiorę się w sobie i znowu wrócę na "noski" z tlenem :).  Wiem, że mamusia z tatusiem we mnie wierzą :)


Mamusia przyszła do mnie te kilka pięter niżej,ale nie mogła ze mną zostać, bo tam mamusie nie zostają z dzidziusiami :( I pojechała do domku z tatusiem, a ja zostałem z moim przyjacielem Tygryskiem  :)
Jutro znowu będą u mnie:) Tak mało nam zabrakło, żeby wyjść razem do domku, mieliśmy wyjść w poniedziałek achhh...szkoda... :( :( :(
Teraz proszę Was, trzymajcie kciuki za mnie najbardziej jak potraficie, porozmawiajcie z Bozią, że ja bardzo chciałbym do mamusi i tatusia...do domku :) 





03.12.2012.-A ja nadal w dużym szpitalku na intensywnej terapii...
Okazało się, że przypałętał się jakiś wirus, na który nie bardzo mogą dać mi taki lek-antybiotyk, czy jak to się  tam nazywa... :(
Wujek w fartuszku powiedział, że sam muszę powalczyć z tym Panem Wirusem...
Ciężko mi się oddycha, mimo, że na respiratorze... wczoraj miałem aż 100% tlenu i było już ciężko :( dzisiaj już mam 74%,ale na prawdę nie jest to łatwe...
Jestem trochę napuchnięty, teraz to mamusia może swobodnie na mnie mówić Pulpecik, ale nie mówi... ;) mówi mi z tatusiem same fajne rzeczy (ze szczęścia otwierałem oczko ;) ) ... że bardzo mnie kochają, że są ze mnie dumni i że cała rodzinka, duuuużo cioć i wujków czeka na mnie :) :) :)
W domku czeka też na mnie przygotowany pokoik, bo przecież dzisiaj miałem wracać do domku, delfinki na ścianie, mebelki, i wiele rzeczy, których jeszcze nie znam ;)
Na szczęście cały czas jest ze mną mój przyjaciel Tygrysek :)

Powiem Wam, nie wiedziałem, że można mieć takiego swojego wiernego przyjaciela, który będzie przy mnie nawet jak będzie mi tak źle jak teraz :)Jeszcze wiele rzeczy musze się nauczyć, dlatego będę walczył ile sił mi wystarczy :)
Nie przestawajcie rozmawiać z Bozią, trzymać za mnie mocno kciuki, mocno, mocno... Tak jestem ciekaw domku, chciałbym pobyć spokojnie z mamusią i tatusiem :)
Posyłam buziaki, chociaż to dla mnie też spory wysiłek :*






08.12.2012.- już tydzień jestem na oiomie, cały czas staram się jak mogę...walczę z natrętnym Panem Wirusem. Na szczęście mamusia i tatuś są u mnie codziennie, trzymają mnie za rączkę, mówią do uszka miłe rzeczy :)
A Tygrysek jak widać cały czas ze mną, nawet rureczkę z respiratora trzyma na swoim pyszczku :) 
Trzymajcie kciuki moooocno, no i dalej rozmawiajcie z Bozią Buzi :*







16-20.12.2012.- U mnie w sumie bez większych zmian, chociaż mamusia z tatusiem mówią, że jest tyciuńke lepiej, bo mam mniej tlenu, jednego dnia 34%, drugiego 50%.ale najważniejsze, że nie jest gorzej 
walczę jak tylko potrafię mamusia wysmarowała mi ustka kremikiem, od razu lepiej :)
Jestem trochę padnięty, ale musi być dobrze :) Mamusia i tatuś twierdzą, że mam długie rzęsy... specjalnie fotkę zrobili... ach ci moi rodzice ;)
Ale i tak ich kocham :*
Na święta niestety nie wyrobie się do domku... :(
Wziąłem to sobie na spokojnie, małymi kroczkami do przodu i jak na razie to się sprawdza ;)
Dzisiaj moja koleżanka Majka z sali, z którą leżałem od początku pojechała do innego szpitalka -podobno do pięknego miasta Krakowa (pojadę tam kiedyś na wycieczkę ),więc nie mam teraz nikogo obok siebie, jak leżę na lewym boczku... ale jedzie tam, żeby być bliżej swojej mamusi i tatusia, a to najważniejsze :)
Musimy wierzyć w magię świąt...może Bozia ma magiczny prezent dla mnie, mamusi i tatusia :) Najważniejsze, że będziemy razem :)
Dalej trzymajcie kciuki, no i rozmawiajcie z Bozią :)
Buziaki dla wszystkich :*:*:*




25.12.2012.-Trochę świąt w szpitalku :)  Podobno choinka migocąca, ustrojona czeka na mnie w domku  :) Ale najważniejsze, że jesteśmy razem  :) Ja :) mamusia :) i tatuś :) :) :)
Koniecznie musiałem choć troszeczkę zasmakować świąt i mamusia mnie wystroiła, że ho ho ho :) :*

Ho Ho Ho... wszystkim ciociom, wujkom życzę Radosnych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku 2013r :*:*:*









31.12.2012.- wujek w fartuszku trzeci raz próbował wyciągnąć mi rureczkę z noska, tzn. respiratorek :)  I jak na razie od rana,poniedziałku jakoś daje radę, trochę czasami idzie mi gorzej oddychanie, ale wiem, że musze dzielnie walczyć :)  Niedługo Nowy Rok 2013,więc życzę wszystkim uśmiechu, zdrowia, spełnienia marzeń :) :*

Dla mnie rok 2012 fajnie się rozpoczął...
Pojawiłem się w brzuszku mamusi :)  Rosłem, rosłem sobie...
Mamusia i tatuś bardzo cieszyli się, że będę razem z nimi:) Głaskali mnie przez brzuszek :) Mówili do mnie, chodziliśmy na spacerki, co chciałem zjeść to mamusia od razu pałaszowała ;) tzn. jadła ;)
Aż podobno w połowie mojej drogi tak wszystko się namieszało, nie poszło tak jak powinno i urodziłem się o dużo za wcześnie...to nie, że ja jestem niecierpliwy ;) 
Od 24 maja 2012 roku zaczęła się moja walka, moja i moich kochanych rodziców... Nie tak powinien wyglądać nasz wspólnie spędzany czas... mamusia cały czas mi opowiada o wspólnych spacerkach przy lasku, gdzie ptaszki ćwierkają, o tym jak będziemy grać w piłeczkę:) Bo podobno inne chłopczyki tak robią, a ja musze powalczyć ,żeby ich dogonić :)
Chciałbym tylko napisać, powiedzieć, żebyście w tym Nowym Roku zaczęli doceniać to co macie... te zwyczajne rzeczy, sprawy, o których czasami się zapomina ... :)
O tym, że ktoś się do kogoś uśmiecha (ja będę musiał nauczyć się uśmiechu, mamusia czeka na to z niecierpliwością ),zwyczajnego oddechu (podobno wszystkim to przychodzi bez trudu, ja walczę już z tym od urodzenia, czyli całe moje życie ),wszystkie dzieci mają swoje pokoiki pełne zabawek (ja mam na razie mojego przyjaciela Tygryska i pełno aparatury, strzykawek w szpitalu... ),rodzice czasami narzekają, że my dzieci płaczemy, a moja mamusia powiedziała mi kiedyś na uszko, że chciałaby usłyszeć mój płacz...
Takie małe drobnostki, a takie ważne :)

Życie jest piękne, gdyby było inaczej nie walczyłbym tak :)
Trzymajcie za mnie kciuki, mam nadzieje, że jak mamusia z tatusiem jutro do mnie przyjadą będę dalej na wąsikach :) 
Ps. Rozmawiajcie z Bozią :) Buuuuuziaki
:*










05.01.2013.- Krótko napisze tylko, że po powrocie na respirator wieczorkiem 1 stycznia, wczoraj znowu wyciągnęli mi rureczkę i dali tym razem takie specjalne wąsiki, to się nazywa "ncpap",być może tak lepiej się nauczę ;)
A od wczoraj moja mamusia czuje się "niewyraźnie"... wczoraj zaglądała do mnie tylko zza szybki... tak smutno było mamusi, że łezki jej leciały :( nie mogła być ze mną w tak ważnych chwilach, przy nauce oddychania, ale mój tatuś był głaskał mnie po główce :)
Dzisiaj też mamusia zaglądała na początku zza szybki, widziałem ją ;)....
a myślała, że mi się schowała ;)
Ciocia w fartuszku powiedziała, że mamusia może na chwilkę wejść jeśli założy taką specjalną maseczkę ... no i mamusia podeszła    :)ale śmiesznie wyglądała zaglądałem na nią, a ona gdyby nie mówiła do mnie jak zazwyczaj, to chyba bym jej nie poznał ;)
Ale paluszki mamusi, którymi głaszcze mnie po buzi i główce zawsze poznam ;) Od razu było mi lepiej :)  I znowu byliśmy w trójeczkę :)
Trzymajcie kciuki  :) I co ważne rozmawiajcie z Bozią :*



06.01.2013.-Kurczaczek ... dzisiaj dalej na wąsikach-cpapie, ale jakoś ciężko mi idzie mam więcej tlenu niż wczoraj, ale mam nadzieje, że nie będę miał znowu rureczki...a jeśli nawet tak, to trochę sobie odpocznę i będę próbował za jakiś czas   :)

Mamusia znowu zaglądała do mnie zza szybki, tatuś był przy mnie ;)  A ciocia w fartuszku, ciocia Halinka zrobiła mi wygodnie takie gniazdko z mojego kocyka i fajnie się mną opiekuje   :) Oby to też pomogło ;) 
Mamusia z tatusiem byli też dzisiaj w szpitalku w Rudzie Śląskiej, tam gdzie się urodziłem, podziękować oficjalnie mojemu pierwszemu wujkowi w fartuszku, który mną się opiekował od samego początku i który chyba zna mnie jak żaden inny wujek,wie co przeszedłem, jak bardzo walczyłem :)

To wujek profesor, wujek Janusz Świetliński, rodzice dali mu moje zdjęcie, mam nadzieje,że ucieszył się ,że urosłem i jest ze mnie trochę dumny, że walczę.  Byli tez u cioć, które się mną zajmowały przez prawie pół roku... no i mojej mamusi jak zwykle ścisnęło w gardle ;)
Wiec mam nadzieje, że wujek profesor, lekarze, ciocie w fartuszkach i każdy kto mi kibicował, kibucuje w moim szpitalku w Rudzie Śląskiej kiedyś przeczyta moją stronkę, bo chciałabym im tutaj podziękować za wszystko :*
Wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy, ale obiecuje, że będę starał się ze wszystkich sił wyjść ze szpitalka i z mamusią i tatusiem ćwiczyć, ćwiczyć ,co bym był w jak najlepszej formie :)
A wiem, że wiele osób mi kibicuje, pomoże mi w mojej drodze, za co też wszystkim bardzo dziękuje :*
Trzymajcie kciuki ... no i rozmawiajcie z Bozią :*




07.01.2013.- Dzisiaj jak mamusia i tatuś przyjechali do mnie w południe to próbowałem jeszcze walczyć na wąsikach-cpapie, ale kiepściutko mi szło :/ Dlatego trochę później wujek w fartuszku zadecydował, żebym znowu miał rureczkę z respiratora... odpocznę sobie trochę...
Być może za bardzo chce, za bardzo się staram i jakoś mi to nie wychodzi tym razem, chociaż coraz dłużej wytrzymuje bez rureczki :) Może kolejnym razem s
ię uda :) Trzeba próbować :) 
Mamusia non stop zerka do mnie zza szybki woli nie ryzykować, co bym się nie zaraził jakimś katarkiem ;)
Trochę smutna była dzisiaj ,ale tatuś mi powiedział, że nie tylko z tego powodu, że nie może do mnie wejść, ale też dlatego, że koleżanka, która leżała obok w pokoiku poszła do Bozi, jest teraz jednym z aniołków... 

Jeśli rodzice Alusi kiedyś to przeczytają, to chciałem im przekazać, że ja z mamusią i tatusiem bardzo mocno ich ściskamy :* :* :* 
Musze teraz trochę odpocząć, żeby następnym razem lepiej mi szło :)
Trzymajcie kciuki i powiedzcie Bozi, że tęskno mi już do domku, do mamusi i tatusia :* 






09.01.2013.-odpoczywam sobie na rureczce respiratorka, powiem Wam, że trochę mnie już ona denerwuje, ale na razie tylko z nią jakoś sobie daje rade z oddychaniem :(  Tatuś był u mnie dzisiaj, mamusia została w domku, co by mogła szybciej się wykurować i przyjechać do mnie na dłużej :)
Ps. Ziewać to ja potrafię ;)  Trzymajcie kciuki i rozmawiajcie z Bozią
  :*









12.01.2013.- od wczoraj południa znowu trenuje oddech teraz na takiej małej maseczce, noskach(infant flow) ;) Powiem Wam, żeby nie zapeszać to dzisiaj nawet nieźle mi szło :)))
Ale musimy poczekać kilka dni i zobaczymy ;)
Widzicie jaki ja grubasek się zrobiłem, mam nadzieję, że to tymczasowo ;)
Dzisiaj mamusia z tatusiem byli razem u mnie, nawet mamusia całowała mnie po główce, policzku, tuliła swój policzek do mojego (tak jak lubimy ) ,strasznie się stęskniliśmy za sobą :)  opowiadała mi do uszka jak to będzie jak będziemy razem i jak dużo mam już cioć i wujków, którzy trzymają za mnie kciuki i rozmawiają dużo z Bozią :*  Buuuuziaki :*
  
  








13.01.2013.- ja nadal na infant flow :))) pfuuu pfuuu ...  nie zapeszać idzie mi nieźle :)))
I też wspomagam i dziękuje WOŚP od początku korzystam z jej pomocy;)
Sie ma !!!! :) :*:*:*:*:* 
Ps. Dalej trzymajcie kciuki i rozmawiajcie z Bozią
:*





15.01.2013.-achhhh znowu wczoraj wróciłem na rureczkę, na respiratorek... Całkiem nieźle mi szło z oddechem, ale wujek w fartuszku powiedział, że
z wydechem mam problem, mam za dużo dwutlenku węgla...nie wiem co to znaczy :( Więc znowu sobie odpoczywam i czekam na kolejna próbę ...
Tak mnie ciocia w fartuszku obkleiła tymi plasterkami... jakbym próbował wcześniej sobie je odkleić ;) Miała fantazje ;) 
Wszyscy trzymajcie kciuki i rozmawiajcie z Bozią :*








Na szczęście mamusia z tatusiem spotkała mojego wujka profesora, który zainteresował się "co u mnie" i jak usłyszał, że już kilka razy próbowali wyciągnąć rureczkę z respiratora i cały czas chcieli mi zrobić dziurkę w szyjce (tracheotomię) zaproponował, że zabierze mnie do siebie i spróbuje mi pomóc, żebym oddychał na maseczce albo na noskach :)
Lubię go bardzo, wiecie? ;)
No i pojechałem do szpitalka (18.01.2013), gdzie się urodziłem :) do Rudy Śląskiej :)

Powiem Wam, że ta podróż mnie troszkę zestresowała, ale później już było lepiej ;) tym bardziej, że byłem na rączkach u mamusi...w końcu !!!
Po ponad 1,5 miesięcznej przerwie... kto by to wytrzymał ;/ !!!

Na szczęście ciocia Kinga zaproponowała mamusi tuli tuli, a ona zaskoczona że można, zgodziła się :) :) :)    

Jak mamusia mnie przytuliła było mi tak dobrze...  :) od razu przysnęło mi się :), a mamusia jak to ona miała mokre oczka, ale tym razem ze szczęścia ;)

Trochę żałuję, że nie było mnie w piątek jeszcze w dużym szpitalku, bo moja koleżanka z sali Lileczka poszła do nieba jest już aniołkiem... :( a mnie przy niej nie było :(  Ale wiem, że ona teraz mi kibicuje i też trzyma za mnie kciuki :*
Teraz ciocie i wujkowie w fartuszkach będą mi pomagać w oddychaniu :) Trzymajcie kciuki moi kochani i wiecie ....rozmawiajcie z Bozią
:*












23.01.2013- dzisiaj kolejny wielki dzień !!!! :)
Wujek i ciocie w fartuszkach wyciągnęli mi rureczkę :) :) :)
Mieli mi dać taka małą maseczkę (cpap),ale trochę się denerwowałem i wujek dał mi od razu wąsiki na których ponoć oddycham spokojniej ;)
Muszę teraz bardziej się starać ;)  trochę mi zimno było po tym wszystkim, bo przez rureczkę leciało fajne cieplutkie powietrze i było mi cieplusio, a teraz to musze sam się ogrzać pod kocykiem... ;)
Pan Tygrysek trochę próbuje mnie przytulać i ogrzewać swoim futerkiem jakoś we dwójkę damy rade :)
Trzymajcie mooooooooooooocno kciuki i rozmawiajcie z Bozią :*





24.01.2013.- a ja nadal na wąsikach :)))
Dzisiaj mam już 8 miesięcy...sporo, prawda ? ;)
Pan Tygrysek pomaga mi w nauce oddychania, jest przy mnie cały czas ;) Oczywiście mamusia i tatuś też byli, dzisiaj i wczoraj się nie tuliliśmy, ale nadrobimy jak ogarnę znowu ten niby łatwy oddech ;)
Wujek Profesor dogląda mnie, więc wiem, że jakby co pomoże mi :)
Powiem Wam, że staram się i to bardzo zostać już na tych wąsikach... :)kurczaczek może tym razem mi się uda ;)
Wiem...trzymacie za mnie kciuki i rozmawiacie z Bozią dziękuje
:*





26.01.2013- a ja nadal na wąsikach :)))
Odpoczywam i nabieram sił ,Pan Tygrysek trochę mnie zaczepia, ale już przyzwyczaiłem się, że on lubi brykać ;)
Mamusia i tatuś są u mnie codziennie, dzisiaj tuliłem się do mamusi... fajnie było :)  Ciocie w fartuszkach i wujek profesor dbają o mnie i dbają o to żeby mamusia i tatuś mogli mieć ze mną bliski kontakt ... przebrać pieluszkę, odessać ślinkę, nakarmić mamusi mleczkiem, a potem utulić i wycałować :):)Fajnie nam razem w trójeczkę mówię Wam :) no i jeszcze z Panem Tygryskiem ;)
Trzymajcie kciuki mocno i rozmawiajcie dużo z Bozią:*





27.01.2013.- ja nadal na wąsikach ;))
Musze się pochwalić, bo to wszystko z radości :):):):):):):)
Na dodatek dzisiaj mamusia i tatuś robili tuli tuli .... ale fajnie było :)))
Podobno zasnąłem w mało wygodnej pozycji, ale ja byłem szczęśliwy, że mamusia i tatuś znowu mnie przytulili i tak sobie spędziliśmy fajnie dzionek :) Buziaki dla wszystkich ... wiecie ;)  Kciuki i Bozia :*******








30.01.2013.- ja nadal na wąsikach i chyba tak zostanie :)  musi :) 
Dzisiaj i mamusia i tatuś robili tuli tuli, fajnie było :) Od rana do wieczora jest przy mnie mamusia, żeby nauczyła się wszystkiego przy mnie ... odessać ślinkę z noska i buzi...tego nie lubimy najbardziej ale trzeba, bo bez ślinki lepiej mi się oddycha:) wczoraj to nawet kąpała mnie razem z ciocią...ale się stresowała ;)
Dzisiaj też mamusi
była piętro niżej na takim spotkaniu wszystkich mamusiów wcześniaczków podobnych do mnie ;) Długo jej nie było, ale pewnie miały o czym rozmawiać...podobno jak to kobietki ;) Nawet ciocia Magda była z Fundacji Wcześniak i inne moje ciocie :) Mam nadzieje, że niedługo wyjdę do domku i poznam wszystkich osobiście :)
Pomalutku do przodu :) 
Buziaki i trzymajcie kciuki, i co ważne rozmawiajcie z Bozią :*




I tak jeszcze po kilku dniach czekania, leżenia w końcu doczekałem się  ...... :) :) :) :)

cdn :)


6 komentarzy:

  1. KASIU Twój blog mnie ogromnie wzruszył. Jesteście super rodzicami!!! Synek jest taki dzielny i taki śliczny;)!! Podziwiam Was! Życzę Wam dużo siły walki miłości cierpliwości aby Dawidek rósł zdrowo i był silny dla każdego następnego dnia ;*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam wszystko od początku, jesteście wielcy !

    OdpowiedzUsuń
  3. Poryczałam się jak dziecko czytając Wasze początki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Podziwiam Was. Moja córeczka też urodziła się jako wcześniaczek, ale w 30tc z masa 1550g. Była tylko miesiąc w szpitalu a to i tak wydawało mi się wiecznością i nie mogłam się doczekać aż wróci w końcu z nami do domu. Podziwiam Waszą walkę i życzę dużo zdrowia i sił, tak potrzebnych dzidziusiowi i rodzicom! Dawidek jest pięknym dzieckiem. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. moje bliźnięta urodziły się przed czasem, Marcel miał 1,540 g a Martusia 2280 g. tak mało mi się wydawało, z córką nie było większych zmartwień ale z synkiem mieliśmy problemy z odruchem ssania i z oddychaniem, jeśli ja się tak bałam to mogę sobie tylko wyobrazić co przeżywacie Wy drodzy rodzice każdego dnia. Pogody ducha i wiary, modlę się za Waszą trójeczkę każdego dnia. Moje szkraby mają teraz 9 miesięcy i dzięki Bogu wszystko jest dobrze ale wiem co to znaczy modlić się co dzień o dzień następny. Zdrówka i buziaczków dla Dawidka życzy ciocia z dzieciaczkami.. Całą czwórką moją kochaną

    OdpowiedzUsuń